Zawartość...

Mój pierwszy podwodniak

Filed under: Relacje z budowy,USS Spadefish | — Tagi: , , , , — Dexter @
1 listopada 2008 00:00
  

Witam wszystkich w kolejnej mojej relacji. Tym razem zacznę od zapowiedzi słownej ponieważ nie mam jeszcze aparatu więc serwis fotograficzny będzie (mam taką nadzieje) w późniejszym terminie.
Jak w temacie na warsztat poszedł USS Spadefish (SS 411) z wydawnictwa Andrzej Haliński.
Model jest na matowym papierze i mam nadzieje że nie będę miał problemów. W sieci znalazłem 2 relacje z tego modelu, w której modelarz marudził na szkielet. Idąc tym tropem i po przeanalizowaniu, podjąłem decyzje o tym że celowo będę wycinał odrobinę mniejsze. Jak na razie było to dobre posunięcie ponieważ kilka części poszyć prawie idealnie pasują. Niestety jak zobaczycie zdjęcia jest kilka szpar ponieważ nie udało mi się do końca ich pozbyć.

Ale wracamy do meritum sprawy. Udało mi się dzisiaj odzyskać aparat i popstrykać kilka zdjęć. Ktoś powie mi że poprzedniego modelu nie skończyłem ale mam świadków że jest gotowy i mam nadzieje że jutro z samego rana zrobię zdjęcia do galerii końcowej.

Poniżej przedstawiam pierwsze zdjęcia z budowy, czekam na opinie.

(…)

następnego dnia wieczorem zakończyłem oklejanie dna okrętu. Średnio na przyklejenie jednej części zajmowało mi ponad 1 godzinę. Nie jestem zadowolony z tego jak wyszła mi rufa, za to z dziobu jestem bardzo zadowolony. Owszem na zdjęciu wygląda na to jakby był krzywy ale to w dużej mierze wina ustawienia aparatu.

 
(…)

Już miał pójść na żyletki, albo lotem pikowym wylecieć z mojego mieszkania, ale stała się rzecz niespodziewana. Mojej żonie się bardzo spodobał i wolałem na jakiś czas odstąpić od budowy tego modelu i zrobić zupełnie coś innego.
Model daje sie we znaki, gdyby był zaprojektowany od początku wydaje mi się że by lepiej wyszedł. Niestety okazuje się że szkielet jest sporo za duży o czym przekonał się BERP jak budował swoją wersję. W moim przypadku dziób był za długi o przynajmniej 5 mm i ponad 5mm rufa za długa.
Jest to rzeczywiście bardzo dużo. Okazało się że pokład też jest za krótki do szkieletu i należało szkielet przyciąć, bo szlifowanie trwało by bardzo długo. Nie było za to niespodzianki ze sterowaniem i układem napędowym, bo ładnie wszystko pasowało.

Na sam koniec efekt pracy z poniedziałku na wtorek, udało mi się wykonać prawie cały kiosk. O dziwo wszystko tam pasowało.

Na razie to tyle, dzisiaj zabieram się dalej do pracy w stoczni i mam nadzieje że nie będziecie musieli czekać za długo na koniec.

Comments (0)